sobota, 25 października 2014

Nowy początek-początek miłości

Sawanna skąpana była w świetle porannego słońca. 
Wczorajszego wieczoru Mbaya, Tamaya, Diara i Simba ruszyli na północ.
Zazu i Mufasa lecieli za nimi.
Lwia Ziemia była pod władzą Zandeo, więc nie działo się tam dobrze...
Wciąż trwała wojna z tygrysami...
Simba martwił się zwłaszcza o Mbaye,
Ponieważ chcąc nie chcąc, była tygrysicą.
Szli przez spękaną, suchą pustynię, 
dysząc ciężko, i nadaremnie szukając wśród kamieni i wypalonych skał, choćby kropli wody, ale nie było nic.
Wędrowali miesiącami, aż wreszcie...
W zaparowanym powietrzu unosił mię zapach spalonej ziemi, a na horyzoncie widok falował pod wpływem gorąca, a co tam falowało?
Lwia skała!
Simba przyspieszył biegu, ale mała Mbaya już nie mogła znieść temperatury, która wciąż wzrastała, tygrysica zemdlała...

- Simba! Zlituj się na miłość boską! Ratuj to dziecko!-Ryknęła ostatkiem sił Diara.
Simba odwrócił się, zobaczywszy leżącą bez ruchu paskowaną dziecinkę, ruszył ku niej.
Zarzucił ją sobie na grzbiet, Tamayę w pysk, a Diara?
-Dam radę-rzekła dumnie Matka sióstr.
Pędzili niczym pustynny wicher, nie zatrzymując się ani na krok.
W końcu dobiegli do skały.
-Ciiiiiii...-szepnął czerwonogrzywy lew
-Patrz, tu jest jaskinia, schowaj tam dzieci, i odwróć uwagę straży.-Powiedział Simba patrząc Diarze prosto w oczy.
Było w tym coś, że gepardzica musiała mu zaufać.
On wbiegł prosto na pole walki, a ona gorączkowo zaczęła wypełniać rozkazy.
Włożyła dzieci najgłębiej jak mogła, do pęknięcia skały, które było prawie zupełnie niewidoczne, zakryła wejście liśćmi palmy, i kamieniami.
Dzieci były wyczerpane podróżą, , więc szybko zasnęły.
Gepardzica ostrożnie wyszła zza ściany groty, po czym podeszła do miejscowego strażnika.
-Przepraszam, jestem wojowniczką pierwszej ligi straży centralnej nr 3 kodu 234, obrabowano mnie ze zbroi i broni, gdzie odnajdę nowy ekwipunek?-zapytała pewnie Diara.
-Hmmm...No...Wie pani...-rzekł niepewnie nawet nie patrząc na nią szczupły gepard, jednak gdy spojrzał,
Zauroczył się od pierwszego wejrzenia. 
- N...N....Niech....Niech pani weźmie moją.-poprawił się Deo, bo takie imię nosił strażnik.
Diara wzięła od niego zbroję, potem broń, a potem....
Dała mu w twarz ogonem tak, że gepard zemdlał, i ruszyła za Simbą.
Lew ponownie spojrzał na nią swymi głębokimi lśniącymi oczyma, czerwona jak róża grzywa, falowała mu na wietrze, a szczery,ciepły uśmiech, rozświetlił jego twarz , i rozwiał wszystkie lęki i smutki...
Diara patrzyła na niego z radością, poczuła dziwne, jakby motyle w brzuchu, serce poczęło bić mocniej, a oczy błyszczeć jak gwiazdy.
Gepardzica czuła się dziwnie...
- Ja się zakochałam!

1 komentarz: