czwartek, 23 października 2014

Idąc w drogę bez końca...

Ale...- szepnęła Diara
Tak?!-warknęła Karea, matka gepardzicy
Widocznie przewidywała niekorzystną odpowiedź, w jej oczach widać było zdesperowanie.
- A może lepiej jej tego nie mówić?
A może powiem?
A nie...Lepiej ubłagać mamę, by przełożyła termin.Może pogodzić się z losem?-te wszystkie myśli przelatywały przez głowę młodej gwiazdy z wielką szybkością.
-Nic...-odrzekła szeptem
-Ach tak?-zapytała mama z wściekłym wyrazem twarzy.
-No dobra...Ja g..J-ja go...JA GO NIE KOCHAM!-ryknęła wreszcie.
Mama zdębiała.Wszystkie marzenia, wszystkie nadzieje, przepadły, tak w jednej chwili!?
Łzy zaczęły mimowolnie spływać jej po cętkowanych policzkach.
Jej donośny krzyk rozbiegł się po całej grocie.
Nie minęło kilka sekund, a w oddali dało się usłyszeć gorączkowe warknięcia lwów i uderzenia kopyt spłoszonych zebr.
Diara była następczynią tronu, więc za razem zrzekła się bycia królową Lwiej ziemi...
Zza rogu wyszedł z głośnym rykiem Zandeo, król, i ojciec Diary.
W tejże chwili wbiegł na skałę także dobrze zbudowany,wielki tygrys. 
- Zdrajczynio!!!
Wiesz dobrze, że tygrysy toczą z nami wojnę od wieków! A ty, ty śmiesz zadawać się z tym czymś?-Ryknął głośno i wściekle Zandeo.
-,, To coś"ma imię! Zambeus nigdy nie chciał walki! Hoghu, jego potomek także nie chce!!!
-Dość!!!Wynoś się!!!-Ryknął wreszcie król, tak donośnie, że  na całej sawannie zapadła cisza.Śmiertelna cisza...
Diara już bez słowa wraz ze swoim partnerem tylko cicho warknęła i ruszyli w przeciwną stronę, przed siebie...
Rozpoczęła się wędrówka do nikąd, droga bez końca...
A matka, widząc to wszystko, w fontannie łez, opadła na ziemię, 
Ale już nie wstała.....
______________________
Pisała wasza Monako
I co, fajnie Kohu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz