piątek, 24 października 2014

Magiczna wędrówka

Sawannę zalały pierwsze promienie porannego słońca, jednak na pustyni nie wróżyło to dobrze...
Temperatura wzrosła daleko powyżej normy, wysysając ze spękanej ziemi ostatnie krople wody.
O roślinach zapomniano już dawno temu, a ze zwierząt przetrwały jedynie hieny, i sępy, okropni padlinożercy, czekali tylko, aż dwa wycięczone stworzenia, mknące ślepo przez pustkowie, nie uciekną przed śmiercią, i padną...
W śmiertelnej ciszy słychać było jedynie głuchy trzepot sępich skrzydeł.
Te ptaki,symbol końca, zataczał kręgi nad dwoma osobnikami.
Diarą i Hoghu.
Ale nagle...Coś spłoszyło drapieżne ptaszyska, to coś nie mogło być zwykłą zwierzyną...
Zza spieczonej słońcem skały wysunął się potężny lew, ale kto to?
Bujna brązowa grzywa, złota sierść...
Zaraz zaraz! M...M-m-mu...MUFASA!?
Tak, ten zagadkowy zwierz, to prawowity władca lwiej ziemi, ale, co on tutaj robi, gdzie oni są, i o co w tym wszystkim chodzi? 
Wszystkiego dowiecie się w następnym poście.
_____________________♥
To chyba mój najlepszy post,
Liczę na dużo komciów,
♥ was, wasza Monako

1 komentarz:

  1. Woooooo......
    Moje gały są podejrzanie wielkie. Właściwie wszystko jest we mnie podejrzane bo oczywiśćie ja durnowata nie poszłam do szkoły. Jeszcze się usprawiedliwię ale przejdźmy do tego dzieła sztuki....

    Z tym Mufasą nawet mnie zaskoczyłaś. Niby to mówiłaś, że byłoby fajnie gdyby ojciec Simby przeżył ale ja i tak robie wielkie gały. A teraz koniec bo zaraz przyleci Mamidło i powie że mam złazić ze stołu na którym siedzę ze skrzyżowanymi nogami aby skomentować tego rozdziaka.

    Za wszelkie błedy ortograficzne nie miej do mnie pretensji.

    OdpowiedzUsuń