piątek, 24 października 2014

Nawiedzenie

M-MUFASA!?
-We własnej osobie...-odrzekł radośnie wielki lew
-Ale...Ty nie żyjesz.-szepnęła oszołomiona gepardzica.
-Owszem.-przytaknął Mufasa
-Co!? Ja już nic nie rozumiem!-wrzasnęła Diara.
-Zrozumiesz...W swoim czasie, a teraz, chodź ze mną.-powiedział ciepło duch
Hoghu już opuścił głowę, już miał ruszyć w przeciwną stronę, gdy:
-Hej! Ty też, szczęściarzu.Nie wielu zdarza się taka kobieta...-zawołał Mufasa, i razem ruszyli w stronę niepozornej skały...
☆●☆
Na sawannie słychać było donośne okrzyki zbuntowanych ,, obywateli" Lwiej Ziemi. 
Odkąd odeszła Diara, a jej matka umarła z rozpaczy, ojciec nie był już tym samym, dobrym królem...
Nie był też prawowitym królem...
Myślał tylko o sobie...Zwierzęta ginęły w męczarniach, lwy wychodziły na polowania i już nie wracały, a wszystkie lwiątka zostały zabite...
Te wszystkie prawa, które zostały zawarte przez Kareę, zostały złamane.
O sprawiedliwości nie było mowy.
Usunięcie Karei i jej córki było w jego planach.
Lwy i lwice powyżej 2 roku życia zostawały przygotowywane do wielkiej wojny.Wojny na śmierć i życie.
A czy myślano o ich potrzebach, o ich rodzinach?-w życiu! 
Za każde odmówienie wykonania rozkazu, za jakikolwiek szept na temat władcy, był karany cięciem skóry sprawcy, lub, co gorsza, zabiciem rodziny zdrajcy na jego oczach.
Na sawannie nie działo się zatem dobrze...
W planach Zandeo były trzy słowa.
ZABIĆ-KRÓLOWAĆ-ZNISZCZYĆ

1 komentarz:

  1. To ja Olek. Obiecałam więc przeczytałam. Kohu ma racje. Na serio świetnie piszesz... pozdro. :)

    OdpowiedzUsuń